czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział trzeci

Odkąd pozbylam się fałszywych osób wokół mnie, mój grafik zrobił się pusty. Zero spotkań,  zero wypadów na miasto. Zero znajomych. Taak....No cóż. Poradzę sobie sama. Sięgnęłam po książkę. Ledwo wzięłam się za czytanie gdy nagle zadzwonił telefon.  Mama. W sumie kto inny mógł by zadzwonić? Nie wiem na co liczyłam.
-Halo?  - mówię.
-Jak tam,  córeczko? 
-Dobrze mamo.
-Na pewno wszystko w porządku? -upewnia się.
-Na pewno.
-To dobrze. My wrócimy wieczorem.Mamy jeszcze kilka spraw.  Jedzenie w lodówce.
- Okej. Nie spieszcie się. Pa.
Odechcialo mi się czytać gdy nagle zdałam sobie sprawę z tego,  że rok temu kupiłam fishboarda. Wtedy jeszcze nie byłam tak zepsuta - To chyba odpowiednie określenie.
Ciekawe czy ja w ogóle pamiętam jak się na tym jeździło...Wzięłam go i wyszłam. I tak nie mam co robić. Wyszłam na pobliską trasę nad rzeką. W sumie jazda szła mi bardzo dobrze. Po kilkunastu minutach jeździłam już szybko i sprawnie i jak zwykle... Za bardzo pochlonieta byłam jazdą i nawet nie zauważyłam gdy wjechałam na trasę dla rowerów. Z naprzeciwka jechał chłopak,  którego zauważyłam w ostatniej chwili i próbując się ratować,  skoczylam na bok. Chłopak najprawdopodobniej również zamyslony  także wylądował na asfalcie.
-Auuu - Mamroczę dalej leżąc w trawie.
Chłopak,  który kogoś mi przypominał,  szybko wstał i wyciągnął rękę. - Chodź ci pomogę. Nic Ci się nie stało? 
- Ręka mnie boli... Ale to nic.
- Bardzo przepraszam. Nie zauważyłem Cię. Na pewno wszystko w porządku? 
- To też moja wina. Nic mi nie jest. Kojarzę Cię skądś. - Otrzepuje się.
- Ja Ciebie też... Czekaj... Nie jesteś przypadkiem z 1B?
- Tak... A Ty grasz w szkolnej drużynie piłki nożnej,  prawda?
- Mhm...
- Tak w ogóle nazywam się Luiza.
- Piękne imię. Kacper. Miło mi Cię poznać.
- Wzajemnie. - Spogladam na zegarek. Juz dawno powinnam byc w domu! - Sorry,  ale muszę już iść! Cześć!
- Luiza! Czekaj!  Może dasz mi jeszcze swój numer telefonu?
- Spieszę się... Bądź w sobotę w tym samym miejscu o 15!  - Krzyczę biegnąc.

Z ciężkim sercem zaczęłam się pakować. Bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego,  że już nigdy nie będzie jak dawniej. Niemożliwe. Nie będę liczyła na cuda. Chyba czas pomyśleć o jakiejś drobnej pracy,  sprzedać niepotrzebne rzeczy. A Kacper... Cudowny chłopak...Wysportowany i taki dobry... Stop! Nie mam teraz czasu zaprzątywać sobie nim głowę... Pewnie jest taki sam jak każdy inny... To nie jest w końcu bajka dla 5-latków,  życie nie zawsze będzie kończyło się happy end'em.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz